Po pięciu wymagających godzinach trekkingu przez gęstą, dziką dżunglę spełniłam swoje marzenie – stanęłam twarzą w twarz z rodziną goryli górskich. To jedno z najbardziej niezwykłych doświadczeń w moim życiu – spotkanie, które na zawsze zostanie w moim sercu.
W tym wpisie podzielę się nie tylko emocjami z tego dnia, ale też praktycznymi informacjami: jak wygląda trekking, jak zdobyć pozwolenie, ile to kosztuje i jak się przygotować. Jeśli marzysz o spotkaniu z gorylami – to Twój kompletny przewodnik po Nieprzeniknionym Lesie Bwindi w Ugandzie.
Spis treści
ToggleCo sprawia, że Bwindi jest tak wyjątkowe?
Bwindi Impenetrable National Park (Nieprzenikniony Las Bwindi) to jedno z najbardziej wyjątkowych miejsc na Ziemi: gęsty, mglisty las deszczowy na stromych wzgórzach Albertyńskiego Rowu Afrykańskiego, o niezwykle bogatej bioróżnorodności (setki gatunków ptaków, rzadkie ssaki, niezliczone endemity). To właśnie tutaj żyje około połowa światowej populacji goryli górskich, co czyni Bwindi jednym z najlepszych miejsc na świecie, by doświadczyć dzikiego tropienia goryli górskich w ich naturalnym środowisku.
Gdzie w ogóle żyją goryle górskie?
Wyłącznie w dwóch regionach: w Bwindi (Uganda) oraz w wulkanicznym paśmie górskim Virunga dzielonym przez trzy parki narodowe:
- Park Narodowy Wulkanów w Rwandzie
- Park Narodowy Mgahinga w Ugandzie
- Park Narodowy Wirunga w DR Konga.
Poza tymi obszarami nie zobaczysz ich w naturze – to dlatego trekking z gorylami w Ugandzie jest tak wyjątkowy.
Goryle górskie a nizinne
Goryle górskie są jednymi z najrzadszych naczelnych na Ziemi – w naturze żyje ich zaledwie 800-1000 i występują tylko w dwóch regionach w tym w Bwindi. Dla porównania, goryli nizinnych jest ponad 100 000 i zamieszkują rozległe lasy deszczowe Kotliny Konga w kilku krajach Afryki Środkowej. Górskie są zwykle większe, o ciemniejszej, gęstszej sierści przystosowanej do chłodniejszych, wysoko położonych lasów. Ich skrajna rzadkość sprawia, że tropienie goryli górskich w Bwindi jest przeżyciem absolutnie wyjątkowym.
[to ponizej juz poza H3 w H2]
Jeśli marzysz o spotkaniu z gorylami w ich naturalnym świecie, Bwindi jest jedną z najlepszych i najbardziej autentycznych destynacji na planecie.
Jak zorganizować tropienie goryli?
Jak zarezerwować pozwolenie (permit) na goryle w Ugandzie?
Najłatwiej zorganizować wszystko przez zaufanego lokalnego operatora, który załatwi permit, wybór sektora [odnośnik do rozdziału z sektorami o ile tak się da], logistykę i transport; przy wczesnej rezerwacji zwykle można wskazać preferowany sektor, choć nie ma 100% gwarancji przydziału.
———
Co to jest permit?
Permit na goryle to oficjalne pozwolenie na jednorazowe wejście do wyznaczonego sektora Bwindi i godzinę obserwacji zhabituowanej rodziny goryli (lub 4 godziny w wariancie Habituation Experience). Wydaje go ugandyjski urząd ochrony przyrody (UWA) i jest imienny, na konkretną datę, zwykle nieprzenoszalny i bezzwrotny. Do zakupu potrzebne są dane paszportowe. Minimalny wiek uczestnika to zwykle 15 lat.
——— -> [podrozdział H4 Co to jest permit? dać w ramce ]
Warto pamiętać, że trekking odbywa się raz dziennie, rano, a liczba pozwoleń jest ściśle limitowana (małe grupy). To tylko podkreśla, jak intymne i wyjątkowe jest to doświadczenie; w połączeniu z wysoką ceną pozwolenia sprawia to, że na tropienie decydują się ci, którzy autentycznie pragną tego spotkania i nie są z przypadku.
Rezerwuj minimum 3 miesiące wcześniej (w szczycie sezonu najlepiej 6 miesięcy wcześniej), a jeśli chcesz, mogę pomóc w organizacji: dobiorę sektor pod Twoją kondycję, zarezerwuję permity, transfery i noclegi oraz ułożę plan całej podróży po Ugandzie – napisz do mnie. [odsyła do zakładki KONTAKT]
Koszty (aktualne stawki 2025)
Jak się domyślacie, zorganizowanie spotkania z gorylami nie należy do najtańszych – składa się na nie kilka pozycji, z których część jest stała. Poniżej przygotowałam tabelkę z najważniejszymi kosztami. Nie uwzględniłam jedynie kosztu dojazdu/transferów. Jeśli jedziesz z biurem, które polecam, transport jest już w pakiecie.
| Składnik kosztu | Cena w USD |
|---|---|
| Permit standard (1h) | 800 |
| Permit Habituation Experience 4h (sektor Rushaga) | 1500 |
| Porter (nośny) | ~25 |
| Napiwki dla rangerów (strażników) | 20-40 per ranger (ok 5-10$ na os. w 4-os. grupie) |
| Główny ranger (lider) | ~40 (ok 10$ na os. w 4-os. grupie) |
| Biuro/operator – opłata organizacyjna | 100 |
| Nocleg 1 noc (np. dla Gorilla Bluff Lodge)
——————————————————– Suma – standardowy trekking (orientacyjnie) |
170-190 full board (mid range accomodation)
———————————————— ~1130$ |
Nie martw się – już wyjaśniam, o co chodzi z poszczególnymi kosztami i kilkoma pojęciami, które mogą nie być oczywiste. Zacznijmy od pojęć:
Kto jest kim na szlaku: rangerzy, advanced team i porter
W cenie pozwolenia (permitu) płacisz nie tylko za samą godzinę przy gorylach, ale też za pracę zespołów w terenie i ochronę przyrody.
RANGER – Na szlaku wszystko zaczyna się od rangerów – to oni prowadzą grupę, wyznaczają tempo, dbają o bezpieczeństwo i dobrostan zwierząt. Rangerzi znają teren jak własną kieszeń: utrzymują kontakt radiowy z innymi zespołami, tłumaczą zasady (dystans, zachowanie, maski), a gdy trzeba, oczyszczają przejście maczetą i decydują, kiedy można się zbliżyć do goryli, a kiedy lepiej się wycofać.
ADVANCED TEAM – Podczas trekkingu wszyscy nazywali ich „advanced team”, dosłownie „zespół zaawansowany”. W praktyce to po prostu zespół zwiadowczy rangerów. Ta ekipa wychodzi o świcie, zanim my w ogóle zaczniemy trekking, i szuka świeżych tropów goryli: śladów żerowania, połamanych gałęzi, odciśniętej trawy. To właśnie ich praca sprawia, że szanse na spotkanie goryli są tak wysokie. To dzięki ich obserwacjom grupy turystów trafiają do właściwej rodziny goryli i spędzają z nią czas możliwie spokojnie i etycznie, bez błądzenia po lesie.
PORTER – Osobną, bardzo ważną postacią jest porter. To lokalny tragarz, który niesie plecak, pomaga na stromych czy błotnistych odcinkach, podaje rękę przy zejściach i pilnuje tempa, żeby każdy dotarł bezpiecznie. W moim przypadku to była ogromna różnica nie tylko fizycznie, ale też praktycznie: porter podawał mi wodę, kiedy o nią prosiłam, wyciągał rzeczy z plecaka bez zatrzymywania całej grupy, a gdy goryle się przemieszczały, wskazywał mi lepsze miejsce, żebym mogła tam podejść i mieć lepszy widok.
Skorzystanie z pomocy portera to naprawdę nie jest żaden luksus ani „fanaberia”, tylko rozsądna decyzja. Dzięki niemu idzie się lżej i bezpieczniej, a do tego wspierasz lokalną społeczność. W regionach takich jak Bwindi to po prostu dobry zwyczaj (i lokalny standard), który łączy komfort trekkingu z odpowiedzialną turystyką. Dzięki porterowi możesz skupić się na doświadczeniu, a nie na tym, że jest Ci ciężko, a pamiętaj że trekking może potrwać wiele godzin. Ty idziesz lżej i bezpieczniej, a on ma uczciwie płatną pracę.
I jeszcze coś, co totalnie mnie zszokowało – na samym początku wyprawy zobaczyłam, że mój porter chodzi w klapkach! My miałyśmy długie spodnie, wysokie skarpety, niektóre nawet stuptuty, a i tak afrykańskie mrówki potrafiły nas pogryźć tak, że aż podskakiwałyśmy. On szedł boso w tych cienkich gumowych klapkach po błocie, po stromych zboczach, przez gęsty las. Nie mogłam na to patrzeć. Biedny chłopak, pewnie nie stać go było na porządniejsze buty… I to jest moment, w którym dociera do nas, jak wygląda codzienność ludzi tutaj.
Właśnie dlatego zatrudnienie portera to nie tylko wygoda. To też bardzo realny sposób, żeby zostawić część pieniędzy w lokalnej społeczności Ugandy – u kogoś konkretnego, kto pracuje ciężko, żebyś ty mogła przeżyć swoje wielkie spotkanie z gorylami górskimi.
Wyjaśnienie kosztów
Część kosztów jest stała – permit, opłata organizacyjna dla operatora, nocleg przed trekkingiem. Tego raczej nie przeskoczysz. Natomiast druga część budżetu to rzeczy bardziej „miękkie”, czyli napiwki dla rangerów, ekipy w terenie i porterów. Przed wyjazdem czytałam różne blogi i fora, żeby zorientować się, „ile wypada dać” i mogę powiedzieć tak: nikt nie stoi z terminalem i nikt Cię nie zmusza, ale to jest po prostu lokalny standard podziękowania za pracę w dżungli. To działa trochę jak niepisany kod szacunku – dziękujesz ludziom, którzy realnie sprawili, że to spotkanie z gorylami w ogóle było możliwe i że było bezpieczne.
<ZDJĘCIE: z lewej strony tekstu, nazwa: '1-bwindi-trekking-z-gorylami-przyjaciolki.jpeg’, alt: ”>
U nas wyglądało to tak: nasz trekking był kameralny, tylko cztery osoby – ja i moje trzy przyjaciółki. Pod koniec trekkingu, kiedy już widziałyśmy, ile pracy włożyli rangerzy i porterzy (tym bardziej, że nasza wyprawa trwała w sumie 7 godzinach w dżungli) usiadłyśmy i ustaliłyśmy podział napiwków. Dla naszego głównego rangera złożyłyśmy się łącznie na 40 dolarów, więc wyszło po 10 dolarów od osoby. Potem była ekipa z tzw. advanced team – w naszym przypadku trzech rangerów, którzy ruszyli przed nami o świcie, znaleźli trop i prowadzili nas potem praktycznie „pod drzwi” rodziny goryli. Dla nich uzgodniłyśmy po 20 dolarów na osobę z zespołu, co finalnie przełożyło się mniej więcej na 5 dolarów od każdej z nas × 3 osoby, czyli około 15 dolarów/osobę. Każda z nas miała też portera – standardowo daje się 25 dolarów osobie, która niosła Twój plecak i pomagała w trakcie podejść, błota, zjazdów po tyłku i całej tej afrykańskiej dżungli. Jeśli zdarzy się sytuacja, że macie mniej rzeczy i jeden porter niesie dwa plecaki naraz (to się zdarza), to fajnie dorzucić mu trochę więcej, bo ma po prostu cięższą robotę.
Podsumowując: te napiwki nie są „obowiązkową opłatą”, ale są czymś normalnym i oczekiwanym. To nie jest symboliczne 1$ „żeby nie było”, tylko realne wsparcie – ludzie tam z tego żyją. I szczerze? Po takim dniu czujesz, że absolutnie zasłużyli.
Orientacyjna suma przy standardowym permicie (bez habituacji) wyszła nam około 1130$ za osobę. Czy to dużo? Tak. Ale to unikatowe doświadczenie, które moim zdaniem jest warte swojej ceny.
Warto też pamiętać, że ceny permitów rosną. Przykładowo, do 1 lipca 2024 r. permit kosztował 700$, dziś to 800$ (a Habituation Experience 1500 USD). Jeśli się wahasz, miej z tyłu głowy, że za kilka lat może być jeszcze drożej.
Najlepsza pora na trekking z gorylami górskimi w Bwindi
Trekking z gorylami górskimi w Bwindi jest możliwy przez cały rok, ale pora, którą wybierzesz, naprawdę wpływa na to, jak wygląda cały dzień w dżungli: teren, błoto, wilgotność, liczba ludzi, dostępność pozwoleń (permitów), a nawet zdjęcia.
W porze suchej czyli od czerwca do września oraz od grudnia do lutego warunki w terenie są zwykle najbardziej przyjazne. Szlaki bywają wtedy mniej błotniste, łatwiej o stabilne podejścia i zejścia, a do tego widoczność jest lepsza. Mniej mgły i kropel na obiektywie, więc łatwiej zrobić wyraźne zdjęcia goryli. Jeśli zależy Ci na bardziej przewidywalnym trekkingu i względnie czystym obiektywie aparatu, to są to miesiące, które najczęściej wybierają turyści.
Z kolei w okresach bardziej deszczowych od marca do maja oraz od października do listopada las jest dużo bardziej wilgotny i soczyście zielony, ale też trudniejszy technicznie. Bywa ślisko, podłoże potrafi „uciekać” spod butów, a momentami dosłownie jedziesz na błocie. W zamian masz zwykle mniej osób na trasie, łatwiej o dostępne permity i bardziej dzikie wrażenie całości. Dla niektórych to właśnie jest najpiękniejsze.
Podzielę się z Wami wskazówką, o której mało kto pisze: świetnym kompromisem są przejścia między porami, czyli początek czerwca i druga połowa lutego. To momenty „pomiędzy”, kiedy teren bywa już (albo jeszcze) względnie suchy, ale turystów jest odczuwalnie mniej niż w samym szczycie sezonu. Masz więc nadal sensowne warunki w terenie, a do tego wszystko jest spokojniejsze organizacyjnie: łatwiej o permit, łatwiej o noclegi i ogólnie podczas całej podróży po Ugandzie w tym podczas safari spotykasz znacznie mniej turystów niż w absolutnym szczycie sezonu.
—————
Uwaga praktyczna: w Bwindi może padać o każdej porze roku – weź lekką kurtkę przeciwdeszczową. Jeśli celujesz w szczyt sezonu (sucho), rezerwuj permity z wyprzedzeniem.
————– -> w ramce
Sektory Bwindi – który wybrać?
Bwindi Impenetrable Forest dzieli się na cztery sektory, każdy z własnymi, zhabitualizowanymi (oswojonymi z obecnością ludzi) rodzinami goryli i różnym stopniem trudności:
-
Buhoma – część północna, najstarszy i najpopularniejszy, często uznawany za najłatwiejszy. (blisko Gorilla Bluff Lodge)
-
Ruhija – część wschodnia, trudny teren Uchodzi za najtrudniejszy ze względu na strome i długie podejścia. Położny na wyższej wysokości, co czyni go najbardziej wymagającym sektorem. Za to oferuje sceniczne trasy i znakomite możliwości obserwacji ptaków. Tu trekowaliśmy.
-
Rushaga – południe Bwindi, dość stromo, ale najwięcej rodzin goryli, tylko tutaj dostępna jest habituacja (po kliknięciu niech przejdzie do poniższego rozdział€ o procesie habituacji)
-
Nkuringo – południowy-zachód Bwindi, trudny, ale też najbardziej widokowy i odludny.
Proces habituacji goryli
Habituacja goryli to stopniowy proces oswajania dzikiej rodziny z obecnością ludzi tak, aby nie wywoływać stresu i nie zmieniać ich naturalnych zachowań. Strażnicy (rangerzy) i badacze odwiedzają tę samą rodzinę codziennie, zwiększając ekspozycję na człowieka krok po kroku: na początku obserwują z dalszej odległości, skracając czas kontaktu. Z biegiem miesięcy zmniejszają dystans i wydłużają obserwację, aż goryle zaczną ignorować ludzi i funkcjonować przy nich całkowicie naturalnie. Zwykle trwa to około 2-3 lat. Taki, metodyczny tryb pracy umożliwia turystom bezpieczną, bliską obserwację, jednocześnie minimalizując stres zwierząt.
Habituacja dla turystów (Gorilla Habituation Experience) jest obecnie dostępna w sektorze Rushaga. To opcja znacznie droższa od standardowego permitu (ok. 1500 USD zamiast 800 USD), ale w zamian spędzasz z gorylami do 4 godzin (zamiast 1 godziny). Ponieważ są to rodziny w trakcie oswajania, zwierzęta bywają bardziej ciekawskie i częściej reagują na obecność ludzi. Dla wielu osób to jeszcze bardziej poruszające, „dziksze” doświadczenie. Trzeba jednak pamiętać, że taki trekking bywa dłuższy i bardziej nieprzewidywalny, a zasady bezpieczeństwa i dystans mogą być egzekwowane surowiej niż podczas standardowej wizyty. Jeśli zależy Ci na dłuższej obserwacji i bardziej „badawczym” charakterze spotkania, habituacja to najlepszy wybór.
Jak wygląda dzień w dżungli? (przebieg, zasady, przygotowanie)
Jak długo trwa trekking?
Ile właściwie trwa całe doświadczenie w Bwindi? To jedno z najczęstszych pytań i jednocześnie takie, na które nie ma jednej odpowiedzi. Oficjalnie mówi się o „godzinie z gorylami”, ale cała przygoda to dużo więcej niż ta godzina. Zarezerwuj cały dzień.
Zaczyna się od odprawy. Rano, przed wejściem do dżungli, wszyscy zbierają się w punkcie startowym (to taki niewielki budynek administracyjny przy danym sektorze). Tam rangerzy robią briefing: tłumaczą zasady bezpieczeństwa, pokazują na mapie, gdzie mniej więcej widziano daną rodzinę goryli poprzedniego dnia, mówią jak się zachowywać, dlaczego zakładamy maski, co robić jeśli goryl podejdzie zbyt blisko. Ten briefing trwa mniej więcej 30 minut, ale jest ważny – to moment, kiedy czujesz, że to nie jest zwykły trekking, tylko wejście do czyjegoś domu w którym panują odpowiednie zasady.
Potem jedzie się w miejsce właściwego wejścia do dżungli. W zależności od tego, w jakim sektorze Bwindi jesteś (Buhoma, Ruhija, Rushaga, Nkuringo, Nyundo), to może być kilka minut jazdy albo nawet dłuższy dojazd samochodem terenowym. Nas przydzielono do sektora Ruhija, który uchodzi za jeden z trudniejszych – teren jest w kilku miejscach stromy, szlaki są wymagające i wszystko dzieje się wysoko w górach.
Po podjechaniu autem do odpowiedniego miejsca zaczyna się właściwy trekking. Nie ma czegoś takiego jak „z góry ustalone: idziemy godzinę i mamy goryle”. Tempo i dystans zależą od dnia, pogody, terenu i tego, gdzie akurat przemieściła się rodzina goryli. W najlepszym scenariuszu można trafić na nie nawet po mniej niż godzinie marszu. Ale bywa też tak jak u nas…
My znalazłyśmy naszą rodzinę dopiero po około pięciu godzinach w dżungli. I to wcale nie oznaczało, że coś „poszło nie tak”. Wręcz przeciwnie. To jest właśnie istota trekkingu z gorylami: idziesz tak długo, aż je znajdziesz. Nie ma limitu czasowego w stylu „wracamy, trudno, dziś się nie udało”. Nie słyszałam o sytuacji, żeby grupa nie zobaczyła goryli w ogóle. Wszystko jest tak zgrane – łączność rangerów, doświadczenie ludzi z parku, znajomość terenu, wiedza o tym, gdzie rodzina spała poprzedniej nocy, że jedyną niewiadomą jest to, ile czasu zajmie dotarcie do nich.
To pięć godzin szukania było dla mnie jedną z najlepszych części całego dnia, oczywiście zaraz po czasie spędzonym z gorylami. Szłyśmy we cztery: ja i moje trzy przyjaciółki. Wszystkie jesteśmy raczej aktywne, lubimy chodzić. Góry i trekkingi to to co kochamy, więc nie traktowałyśmy tego jako „o rany, kiedy to się skończy”, tylko raczej jako przygodę w sercu Afryki. Były momenty, kiedy dosłownie przeciskałyśmy się przez roślinność, która sięgała nam do klatki piersiowej. Były strome podejścia po śliskim błocie, podawanie sobie rąk, zdarzył się nawet zjazd na tyłku. Las zmieniał się co chwilę – raz paprocie po pas i gęste liście, które trzeba było odgarniać rękami, chwilę później otwarta przestrzeń między wysokimi drzewami, z delikatną mgłą wiszącą nisko przy ziemi. Słychać było ptaki, insekty, trzaski gałązek. To jest dokładnie to, co zwykle oglądasz w filmie przyrodniczym – tylko że tym razem to ty jesteś w środku ujęcia.
I nagle przychodzi ten moment. Ranger daje znak, żeby się zatrzymać. Szept. Maseczki na twarz. I widzisz pierwszego goryla… O tym, jak wyglądało moje spotkanie z gorylami opowiadam ze szczegółami w rozdziale ‘Trekking przez Nieprzenikniony Las – relacja z mojej przygody z gorylami’ [proszę dać odnośnik do tego rozdziału]
Czas z gorylami jest formalnie ograniczona w czasie – standardowy permit daje ci około jednej godziny spędzonej z rodziną goryli górskich. Piszę „około”, bo to nie jest stoper ustawiony na 60:00. Jeśli rodzina jest spokojna, nie przemieszcza się nerwowo i nic złego się nie dzieje, to często zostajesz trochę dłużej. My miałyśmy więcej niż tę symboliczną godzinę. I serio – ta godzina mija zbyt szybko!
To jest czas, którego nie da się opisać słowami.
Po zakończeniu obserwacji zaczyna się droga powrotna. Czasami wraca się dokładnie tą samą trasą do punktu wejścia, ale nie zawsze – jeśli to możliwe wybiera się krótszą trasę.
Jeśli to wszystko zsumować, nasz dzień wyglądał tak: briefing i odprawa, dojazd, ponad pięć godzin szukania w dżungli, trochę ponad godzinę z gorylami twarzą w twarz, około dwóch godzin wychodzenia z lasu inną drogą, a potem jeszcze przejazd skuterami przez okoliczne wioski z powrotem do auta. Całość zajęła nam mniej więcej dziewięć godzin od momentu, kiedy wysiadłyśmy rano z samochodu do momentu, gdy znów siedziałyśmy w aucie w drodze z powrotem.
To nie jest „krótki spacer i selfie z gorylem”. To jest cały dzień zarezerwowany tylko na to jedno doświadczenie. Dlatego moja rada jest prosta: nie planuj w tym samym dniu niczego wymagającego dalej, żadnych wielkich przejazdów. Najlepiej mieć zaplanowane dwie noce w lodge’u przy Bwindi – jedną przed trekkingiem i jedną po trekkingu. Dzień po możesz poświęcić na coś spokojniejszego w okolicy, na przykład wizytę u społeczności Batwa albo spacer po wiosce i lokalnych straganach. A dopiero potem ruszać dalej w głąb Ugandy. Bo to nie jest atrakcja na dwie godziny. To jest dzień, który będziesz pamiętać całe życie.
Czy na pewno zobaczysz goryle?
To chyba najważniejsze pytanie, jakie wszyscy sobie zadają przed wyjazdem: „A co jeśli zapłacę, pójdę do dżungli i… nie zobaczę goryli?”. Od razu uspokajam – w Bwindi prawdopodobieństwo spotkania goryli górskich jest ekstremalnie wysokie, mówi się o skuteczności rzędu 98–99%. To nie jest przypadek, tylko bardzo dobrze zorganizowany system.
Działa to tak, że rano, jeszcze przed startem turystów, do lasu jako pierwsi wchodzi „advanced team”, czyli zespół zwiadowczy rangerów. Oni o świcie namierzają konkretną rodzinę goryli. zinę. Robią to codziennie więc mniej więcej wiedzą gdzie rozpocząć szukanie. Nie ma GPS-u na gorylach, nikt ich nie śledzi elektronicznie. Szuka się ich w czasie rzeczywistym sprawdzając miejsce noclegu z poprzedniej nocy, połamaną roślinność, odciśniętą trawę, świeże ślady żerowania i kierunek przemieszczania.
Podczas samego trekkingu wygląda to tak, że jeden ranger prowadzi grupę, a na bieżąco dostaje informacje od zespołu zwiadowczego – zwykle przez krótkofalówkę, a tam, gdzie jest zasięg, po prostu przez telefon.
<ZDJĘCIE: nazwa: [bwindi-gorillatrekking-uganda-ranger.JPG], alt: [Ranger podczas trekkingu z gorylami w Bwindi]>
Sytuacje, w których ktoś wraca bez zobaczenia goryli, są bardzo rzadkie. Zdarzają się głównie wtedy, kiedy warunki robią się skrajnie trudne (ulewny deszcz, bardzo stromy teren, do którego nie da się bezpiecznie dojść) albo kiedy ktoś z grupy fizycznie nie daje rady i trzeba zawrócić wcześniej. W takich wyjątkowych przypadkach park zwykle próbuje zorganizować ponowny trekking w szukaniu goryli, jeśli oczywiście to możliwe czasowo. Zwrotu pieniędzy raczej nie ma, bo permit to przede wszystkim finansowanie ochrony goryli i wsparcie lokalnych społeczności – ale dostajesz drugą szansę w cenie pierwotnego permitu.
Nie tylko goryle. Co może Cię zaskoczyć podczas trekkingu?
Choć celem jest spotkanie goryli górskich, sam trekking to często pełnoprawna przygoda przyrodnicza. Nieprzenikniony Las Bwindi (Bwindi Impenetrable National Park) to gęsty, żywy ekosystem, w którym żyje równocześnie wiele innych gatunków zwierząt. Przez lata trekkerzy zgłaszali różne nietypowe i zaskakujące spotkania – od rzadkich obserwacji po momenty, które wyglądają jak scena z filmu przyrodniczego. Oto przykłady wiekszych zwierząt, które możesz napotkać:
-
Leśne słonie (African forest elephants) – pojawiają się rzadko, ale kiedy już są w pobliżu, cisza robi się „gęsta”. Rangerzy zwykle zatrzymują grupę i czekają, aż zwierzęta się oddalą. To krótkie zawieszenie akcji potrafi podnieść tętno bardziej niż najstromsze podejście. To głównie przez leśne słonie rangerzy noszą strzelby – nie po to, by robić im krzywdę, tylko żeby w razie realnego zagrożenia oddać strzał ostrzegawczy i odstraszyć zwierzę od grupy. W przeciwieństwie do innych „bonusowych” spotkań, tych akurat lepiej uniknąć: mogą opóźnić albo nawet przerwać trekking, dopóki teren nie będzie bezpieczny.
-
Szympansy i inne małpy – Bwindi bywa „głośne” od odgłosów: piskliwe nawoływania koczkodanów L’Hoesta, rzadka, piegowata sylwetka kolobusa czarno-białego, a czasem dalekie bębny wokalne szympansów. Nawet jeśli zobaczysz je tylko przemykające wysoko w koronach drzew, to świetna przypominajka, jak bioróżnorodny jest ten las.
-
Bawoły leśne i dziki (bush pigs) – bardzo rzadkie na szlaku, ale możliwe w gęstych zaroślach. Zwierzęta te potrafią być nieprzewidywalne, dlatego kluczowe jest szybkie reagowanie na gesty rangerów: czasem krok w tył, czasem zejście ze ścieżki, czasem po prostu czekanie, aż sytuacja „przepłynie”.
Oprócz samych spotkań różnych zwierząt potrafi zaskoczyć ich zachowanie. Przykładowo zdarzały się sytuacje, gdy to goryle niespodziewanie podchodziły do grupy – odwrotnie niż standardowo. Zasada jest prosta: zachowaj spokój, nie wykonuj ruchów do przodu, pozwól im przejść własną ścieżką. Bywa, że goryl delikatnie otrze się o kogoś i po prostu idzie dalej – ułamek sekundy, który pamięta się latami.
Zasady trekkingu z gorylami w Ugandzie: maseczki, dystans i etyka w Bwindi
Spotkanie z gorylami górskimi w Nieprzeniknionym Lesie Bwindi to przywilej, który wymaga przestrzegania kilku prostych, ale bardzo ważnych zasad. Przede wszystkim nosimy maseczki – goryle dzielą z ludźmi około 98% DNA, dlatego są wyjątkowo podatne na nasze choroby. Rangerzy (przewodnicy) zwykle proszą o założenie masek tuż przed zbliżeniem się do rodziny i przez całą, limitowaną około godzinną obserwację podczas standardowego „gorilla trekking”. Dzięki temu minimalizujemy ryzyko przeniesienia infekcji na zwierzęta.
<ZDJĘCIE: wpleść z prawej strony tekstu, nazwa: 'tropienie-goryli-gorskich-maseczka.JPG’, alt: 'tropienie goryli gorskich w maseczkach’>
Równie istotny jest dystans – obowiązuje zasada mniej więcej siedmiu metrów od goryli. Jeśli któryś osobnik podejdzie bliżej, pozostajemy nieruchomi, nie wykonujemy gwałtownych gestów i pozwalamy mu spokojnie przejść. W Bwindi wszystko odbywa się w małych grupach z ograniczoną liczbą osób na rodzinę dziennie, aby ograniczyć stres zwierząt i ślad naszej obecności w lesie. W wariancie habituacji (dostępnym m.in. w sektorze Rushaga) spotkanie trwa dłużej – około czterech godzin – wciąż jednak pod ścisłym nadzorem rangerów i według tych samych zasad.
Podczas obserwacji zachowujemy ciszę i spokój. Mówimy szeptem, poruszamy się pomału i tylko na polecenie przewodnika. Nie utrzymujemy „konfrontacyjnego” kontaktu wzrokowego z silverbackiem (dorosłym samcem), nie zrywamy roślin, niczego nie zostawiamy w lesie i absolutnie nie karmimy zwierząt. Fotografować można, ale bez lampy błyskowej – błysk jest dla goryli niepotrzebnym bodźcem, a zdjęcia w cieniu dżungli i tak najlepiej wychodzą przy stabilnej ręce i wyższym ISO. Jedzenie i wodę wyjmujemy wyłącznie podczas przerw z dala od rodziny, na wyraźny sygnał przewodnika.
Kluczowa jest rola rangerów i tzw. advanced team. Ci drudzy wychodzą przed świtem, aby namierzyć świeże tropy i bezpiecznie poprowadzić grupę do właściwej rodziny. To właśnie rangerzy czyszczą szlak maczetą, oceniają zachowania goryli i decydują, kiedy się zatrzymać, zbliżyć czy wycofać. Ich polecenia są nadrzędne – od nich zależy bezpieczeństwo ludzi i dobrostan zwierząt. Jeśli planujesz pić wodę czy poprawić sprzęt, rób to tak, by nie hałasować i nie zostawiać żadnych odpadów. To samo dotyczy higieny – żele antybakteryjne używamy z dala od zwierząt, a chusteczki zabieramy z powrotem.
Wreszcie – odpowiedzialność zdrowotna. Jeśli masz objawy infekcji, poinformuj operatora lub przewodnika; chore osoby mogą zostać niedopuszczone do trekkingu właśnie po to, by chronić populację goryli. Pamiętaj też, że w Bwindi teren bywa stromy i śliski, dlatego rozsądnym wsparciem jest porter – pomoże z plecakiem czy podaniem ręki na trudnym odcinku, a przy okazji wspiera lokalną społeczność. Przestrzeganie tych zasad sprawia, że trekking z gorylami w Ugandzie pozostaje etyczny, bezpieczny i możliwie najmniej inwazyjny – dzięki czemu kolejne pokolenia podróżników będą mogły przeżyć w Bwindi swoje własne, niezapomniane spotkanie z gorylami górskimi.
Jak się ubrać i co zabrać?
Bwindi leży wysoko w górach Ugandy, na wysokości mniej więcej 1100–2600 m n.p.m., więc klimat jest zupełnie inny niż w gorących, nizinnych częściach kraju. Gdy w miejscach takich jak Murchison Falls potrafi być 35-40°C, w Bwindi w porze suchej w ciągu dnia to często okolice 18-22°C, a wieczorami i o świcie potrafi spaść w okolice 10-13°C. To dalej Afryka równikowa, ale nie „upał nie do wytrzymania”. Przygotuj się raczej na wilgoć, chłód rano i pot, a nie na suchą, piekącą patelnię.
Niezależnie od miesiąca zabierz lekką kurtkę przeciwdeszczową i warstwy „na cebulkę” – w lesie zawsze może złapać przelotny deszcz
Oczywiście jeśli trafisz na słoneczny dzień i minie południe to robi się dość ciepło zwłaszcza, że jesteś ciągle w ruchu, dlatego wtedy można ściągnąć wierzchnie warsty i schować je do plecaka a zostawić na sobie coś cienkiego – koszulę, bluzę czy bluzkę koniecznie z długim rękawem. To ważne z jednego powodu: nie ubierasz się „na wakacje”, tylko „pod dżunglę”. A dżungla jest bardzo fizyczna. Idziesz przez gęste rośliny, liście ocierają ci się o ręce i nogi, wchodzisz w błoto po kostki, łapiesz się gałęzi. Do tego są mrówki… I teraz uwaga: afrykańskie mrówki naprawdę potrafią dać popalić. Jeśli zostawisz kawałek odsłoniętej skóry – szczelinę między butem a spodniami, podciągnięte legginsy, brzuch odkryty przy podnoszeniu rąk – one tam po prostu wejdą. I gryzą tak, że nagle wyglądasz jakbyś tańczył podskakując i strzepując mrówki w panice. Dlatego najlepsza zasada ubioru brzmi: zakryj się, bez przerw między warstwami.
Poniżej lista rzeczy, które moim zdaniem są bradzo przydatne i ułatwią Ci całe doświadczenie:
- paszport – musisz go przekazać swojemu rangerowi przed trekkingiem. Potrzebny do weryfikacji czy dane zgadzają się z tymi na permicie. Na tej podstawie rejestrują Cię na liście wyjścia oraz wystawiają certyfikat udziału (imię i nazwisko trafia na dyplom). Paszport bywa też potrzebny do formalności ubezpieczeniowych i bezpieczeństwa (kontakt w nagłych wypadkach).
-
buty trekkingowe z dobrą podeszwą
- maseczka ochronna na twarz – najlepiej mieć swoją wygodną maskę, ale jeśli zapomnisz, zazwyczaj dostaniesz jednorazową na miejscu tylko powiedz o tym przed rozpoczęciem trekkingu
- stuptuty – totalny gamechanger. Stuptuty to osłony zakładane na dół nogawki i górę buta, które zamykają przestrzeń między spodniami a butami. Chronią przed błotem wlatującym do buta, ale też przed wchodzeniem mrówek do skarpet. Jeśli nie masz stuptutów, możesz próbować wcisnąć nogawki w skarpety, może nawet zawiązać je taśmą, ale stuptuty są po prostu wygodniejsze i skuteczniejsze.
- wysokie skarpety
-
lekkie, długie spodnie
-
koszula/bluza z długim rękawem (rośliny drapią)
-
kurtka przeciwdeszczowa
- kapelusz/czapka – żeby uchronić się od lisci i robaków we włosavh
-
rękawiczki – mogą być trekkingowe, robocze czy nawet ogrodowe. Wyglądają może średnio, ale uratują ci dłonie. W dżungli często podpiera się rękami o ziemię, chwytasz gałęzie, łapiesz się pni, przedzierasz przez zarośla, a nie wszystko, czego dotykasz, jest miękkie i przyjazne. Niektóre rośliny kłują.
-
zapas wody
-
przekąski – batony, orzechy, daktyle, banany, cokolwiek, co możesz szybko zjeść w przerwie bez rozkładania pikniku.
-
elektrolity – trekking może trwać wiele godzin (u nas samo dojście do goryli zajęło pięć godzin), a wilgoć sprawia, że tracisz minerały szybciej niż czujesz. Małe saszetki z elektrolitami to złoto
-
repelent na owady
-
chusteczki
-
mini apteczka – plaster, ibuprofen / przeciwzapalne, coś na otarcia. Nic wielkiego, ale lepiej mieć przy sobie
- powerbank, zapas baterii do sprzętu foto / wideo
-
pokrowce na sprzęt foto/wideo
-
ściereczki do obiektywu – brzmi banalnie, ale między potem, wilgocią i mgłą szybki w aparacie/telefonie parują i brudzą się non stop. Jeśli chcesz mieć ostre zdjęcia goryli, będziesz przecierać szkło co chwilę.
-
gotówka na portera i napiwki
Bonus: Wskazówki fotograficzne
Jeśli nie masz profesjonalnego aparatu – spokojnie. Twój telefon w zupełności wystarczy, bo podczas spotkania z gorylami będziesz naprawdę blisko – zwykle zaledwie kilka do kilkunastu metrów od nich. To dystans, który pozwala uchwycić emocje, spojrzenia i gesty bez teleobiektywu. Wystarczy odrobina skupienia i kilka prostych zasad: wyłącz lampę błyskową, ustaw ostrość na oczy goryla i rób krótkie serie zdjęć, żeby nie przegapić najlepszego momentu.
Oczywiście, zdjęcia wykonane profesjonalnym sprzętem potrafią oddać głębię i miękkie światło lasu jeszcze piękniej. Dla tych, którzy pasjonują się fotografią i zabierają ze sobą aparat, przygotowałam kilka praktycznych wskazówek, które mogą naprawdę ułatwić życie w dżungli.
<ZDJĘCIE: dać gdzieś między tekstem np na prawo od wstepu tego rozdziału nazwa: ”bwindi-fotografowanie-goryligorskich.JPG’, alt: fgotografowanie goryli gorskich uganda”>
OGNISKOWA
Jeśli chcesz stworzyć dobre jakościowo zdjęcia podczas trekkingu, warto pamiętać o kilku aspektach technicznych. Podczas trekkingu z gorylami wszystko dzieje się blisko – to nie safari z samochodu, gdzie liczy się zasięg, tylko spotkanie twarzą w twarz. Długie teleobiektywy nie będą Ci potrzebne. Idealny zakres to 24-70 mm lub 70-200 mm. Ja sama miałam na początku założony obiektyw 100-500 mm i już po chwili musiałam go zmienić, bo goryle były tak blisko, że po prostu nie mieściły się w kadrze. Nie popełnij mojego błędu – zacznij od krótszej ogniskowej, a dłuższy obiektyw miej tylko awaryjnie. Niższa ogniskowa (poniżej 70 mm) świetnie sprawdza się, gdy chcesz uchwycić szerszy kontekst – goryle na tle dżungli, mgłę unoszącą się między drzewami czy potężne paprocie wokół nich. Takie kadry oddają nie tylko urok zwierząt, ale też atmosferę miejsca – tę dziką, surową magię lasu Bwindi.
TRYB
Najbezpieczniej pracować w trybie manualnym (M) z włączonym Auto ISO – dzięki temu masz pełną kontrolę nad czasem i przysłoną, a aparat sam dopasuje czułość do zmieniających się warunków.
PRZYSŁONA
Ustaw możliwie niską przysłonę (f/2.8-f/4) – pomoże to w słabym świetle i pozwoli odizolować goryla od tła, co świetnie działa w dżungli pełnej roślin i lian. Jeśli jednak chcesz pokazać więcej otoczenia (np. krajobraz z gorylem w centrum), zwiększ przysłonę do f/8, a w zamian nieco wydłuż czas migawki.
ISO I EKSPOZYCJA
Bwindi to gęsty las tropikalny, z dużą ilością cienia i szybko zmieniającym się światłem. W takich warunkach aparat ma naprawdę trudne zadanie, dlatego odpowiednie ustawienia robią ogromną różnicę. Warto też używać kompensacji ekspozycji (+/-), by rozjaśniać lub przyciemniać zdjęcie w zależności od światła – szczególnie że w lesie co chwila przechodzisz ze słońca w cień. Nie bój się trudnego światła – ciemne sylwetki goryli na tle zieleni potrafią zmylić automatykę aparatu. W takich sytuacjach warto lekko rozjaśnić ekspozycję, żeby nie zgubić detali w cieniach. Nie bój się podbić ISO – lepiej mieć delikatnie ziarniste, ale ostre zdjęcie, niż rozmazane. Ruch ręki czy lekkie drgnięcie potrafią zepsuć idealny moment. W dżungli ISO często przekracza ono 2000–4000, a przy słabym świetle może dojść nawet do 20 000 i to nadal jest OK. Nowoczesne aparaty i programy, takie jak Lightroom (funkcja Denoise) czy Topaz DeNoise, świetnie radzą sobie z usuwaniem ziarna. Ustaw szybki czas migawki, zwłaszcza jeśli goryle się poruszają. Kontroluj histogram, żeby nie przepalić jasnych partii liści.
CZAS NAŚWIETLANIA
Goryle poruszają się raczej powoli, ale i tak warto zacząć od czasu 1/250 s. Jeśli światła jest mało, a goryl siedzi spokojnie, możesz zejść do 1/150 s czy nawet niżej, ale bądź gotowa natychmiast to zmienić, jeśli zacznie się ruszać.
USTAWIENIA OSTROŚCI (FOCUS)
Najwygodniej fotografować w trybie autofocus z pojedynczym punktem ostrości. Wiele aparatów ma opcję eye tracking – w przypadku goryli najlepiej działa „human eye tracking”, bo ich rysy są bardziej ludzkie niż zwierzęce. Pamiętaj też, że w dżungli często fotografujesz przez liście, więc autofocus może się gubić. Najlepiej żebyś dobrze znał swój aparat i potrafił szybko przestawiać punkty ostrości – tak, by trafić w oczy, a nie w gałąź przed nimi.
Ważniejsze od sprzętu jest to, jak go używasz. Dlatego mam nadzieję, że wykorzystasz te wskazówki i poświęcisz chwilę, by przygotować się do fotografowania jeszcze przed wyjazdem. Znajomość swojego aparatu, opanowanie podstaw i szybka reakcja w terenie zrobią o wiele większą różnicę niż najdroższy obiektyw. Przy bliskich ujęciach celuj zawsze w oczy, to one nadają zdjęciu emocję. I najważniejsze: nawet jeśli masz tylko godzinę z gorylami, znajdź chwilę, by odłożyć aparat i po prostu patrzeć. Warto przeżyć ten czas nie tylko przez wizjer.
Nie stresuj się perfekcją. Wrócisz z wystarczająco dobrymi zdjęciami niezależnie od sprzętu, a często to właśnie te spontaniczne, mniej techniczne kadry okażą się najbardziej poruszające. Zawsze fotografuj bez flesza, miej ściereczkę z mikrofibry do przetarcia obiektywu i pokrowiec przeciwdeszczowy na sprzęt. Jeśli możesz, zabierz dwa korpusy – jeden z szerokim kątem, drugi z krótkim tele.
Pamiętaj, że czasem najpiękniejsze kadry to nie zbliżenia, ale momenty między nimi: spojrzenie matki na młode, dłoń goryla sięgająca po liść, światło przebijające się przez mgłę lasu. To właśnie te drobiazgi tworzą magię Bwindi.
<2/3 ZDJĘCIA
- name: [], alt: [Dłoń goryla górskiego w Bwindi]
- name: [], alt:
Dzień przed trekkingiem: zakwaterowanie i możliwe aktywności
Po wielogodzinnej trasie autem dojechałyśmy do Bwindi późnym popołudniem i zameldowałyśmy się w Gorilla Bluff Lodge – świetna baza wypadowa z widokiem na zielone wzgórza. Do kolacji było jeszcze sporo czasu, więc poszłyśmy z dziewczynami na spacer po okolicy.
<ZDJĘCIE: x 2 , nazwa: '1-Gorilla-Bluff-Lodge-bwindi’, alt: ’Gorilla Bluff Lodge’
nazwa: '2-Gorilla-Bluff-Lodge-bwindi’, alt: ’Gorilla Bluff Lodge klucz’>
Zwiedzanie okolicy – krótki spacer, lokalne życie, pamiątki
<ZDJĘCIE: x 3 , nazwa: '1-miasteczko-bwindi-city.JPG’, alt: 'Miasteczko Bwindi Uganda’
nazwa: '2-miasteczko-bwindi-city.JPG’, alt: 'Miasteczko Bwindi’,
nazwa: '3-miasteczko-bwindi-city.JPG’, alt: 'Miasteczko Bwindi’>
Bwindi (okolice sektora Buhoma) to małe miasteczko – przy głównej ulicy jest sporo straganów i sklepików z rękodziełem. Motyw przewodni? Oczywiście goryle – od rzeźbionych figurek i maskotek, przez drewniane łyżki i miski, aż po biżuterię, magnesy i tkaniny z lokalnymi wzorami. Polecam kupić pamiątki na miejscu – to realne wsparcie dla lokalnej społeczności i piękna pamiątka z trekkingu z gorylami. Ja wzięłam kilka breloczków z gorylami dla znajomych i rodziny, drewnianą figurkę goryla do salonu i to, co namiętnie kolekcjonuję – magnesy.
<ZDJĘCIE: x 2 , nazwa: '1-gorilla-souvenir-pamiatki-bwindi-figurka-goryla.JPEG’, alt: 'Drewniana Figurka goryla’
nazwa: '2-gorilla-souvenir-pamiatki-bwindi-figurka-goryla.JPEG’, alt: 'Drewniany Breloczek z gorylem’>
Dobrze jest po prostu poczuć rytm miasteczka: dzieci wracające ze szkoły, sprzedawcy owoców, zapachy z małych straganów. Zdarza się, że goryle wychodzą poza park i niszczą uprawy, ale turystyka i system rekompensat pomagają współistnieć ludziom i zwierzętom.
Fundacja Bwindi Community Kids – jak mądrze wspierać
Odwiedziłyśmy też fundację charytatywną działającą na rzecz sierot, dzieci w trudnej sytuacji oraz starszych osób, które straciły opiekunów m.in. przez ataki dzikich zwierząt, choroby (HIV/AIDS), ubóstwo czy skutki dawnych konfliktów. Dzieci zaśpiewały nam na podziękowanie, a potem… wszyscy tańczyliśmy. Piękne chwile, do których będę wracać z uśmiechem
<2 ZDJĘCIA obok siebie: nazwa: [1-Fundacja-Bwindi-Community-Kids.JPG, alt: [Fundacja sierot Bwindi], nazwa: [2-Fundacja-Bwindi-Community-Kids.JPEG] , alt: [Sieroty z Ugandy Fundacja]>
Warto wspierać sprawdzone organizacje, które realnie pomagają. Na miejscu najlepiej pytać rangerów lub swojego przewodnika o zweryfikowane miejsca – dzięki temu masz pewność, że pomoc trafia tam, gdzie powinna.
Spotkanie z plemionem Batwa
Ostatnią aktywnością, którą polecam zrobić będąc w rejonie Bwindi przy okazji trekkingu z gorylami, jest wycieczka kulturowa do społeczności Batwa – często nazywanych „Ludźmi Lasu”. Batwa żyli w dżungli Bwindi przez tysiące lat – do 1991 roku, kiedy utworzono park narodowy i musieli opuścić swój dawny dom. Podczas wizyty możesz poznać podstawy ich tradycji, dowiedzieć się o ziołolecznictwie od lokalnego szamana oraz odwiedzić plantację kawy i bananowców. Pamiętajmy o szacunku: pytajcie o zgodę na zdjęcia, korzystajcie ze sprawdzonych przewodników i okazujcie uważność oraz wdzięczność, kiedy zapraszają do swojej wioski i pokazują swoje codzienne życie. To wciąż ich dom, a my jesteśmy tylko gośćmi.
<4 ZDJĘCIAobok siebie w jednej linii:
- nazwa: [1-batwa-plemie-uganda-szaman.JPG], alt: [Szaman plemie Batwa]
- nazwa: [2-batwa-plemie-uganda-kobieta.JPG], alt: [Plemie Batwa]
- nazwa: [2-batwa-plemie-uganda], alt: [Batwa] >
- nazwa: [4-plemie-batwa-tribe-uganda.JPG], alt: [Batwa] >
Trekking przez Nieprzenikniony Las – relacja z mojej przygody z gorylami
Nasza przygoda zaczęła się o 5:00 rano. Dzień przed dowiedziałyśmy się, że przydzielono nas do sektora Ruhija, położonego znacznie dalej od naszej bazy. Czekała nas ponad 3-godzinna jazda po górskich, wyboistych drogach. Ale gdy tylko zaczęło świtać, mgła unosząca się nad koronami drzew i złote promienie słońca przebijające się przez dżunglę sprawiły, że wiedziałyśmy – to będzie niezwykły dzień!
Zanim jednak wyruszyłyśmy do dżungli, odbył się poranny briefing w punkcie startowym. Rangerzy z parku tłumaczyli zasady bezpieczeństwa, przypominali o dystansie, maseczkach i o tym, jak reagować, jeśli goryl podejdzie zbyt blisko. Na tablicy zaznaczyli obszar, w którym ostatnio widziano rodziny goryli. To wtedy po raz pierwszy poczułyśmy, że wchodzimy nie do zwykłego parku narodowego, ale do czyjegoś domu.
Po krótkiej odprawie powitał nas Grant, nasz główny ranger. Uśmiechnięty, spokojny, z tym charakterystycznym afrykańskim luzem i błyskiem w oku, który od razu daje poczucie bezpieczeństwa. Następnie wsiadłyśmy razem z nim i porterami do auta, aby podjechać do miejsca, z którego będziemy startować. Kilkanaście minut później nasz kierowca a zarazem przewodnik całego wyjazdu zatrzymał auto, odwrócił się do nas i życzył powodzenia. Wysiadaliśmy i sprawdziliśmy czy mamy wszystko. Przekazałyśmy z dziewczynami plecaki naszym porterom. Zostawiłam przy sobie jedynie aparat i telefon.
<ZDJĘCIE: „1-bwindi-ranger-gorilla-trekking.JPG”, alt: 'tropienie goryli ranger’>
Grant zawołał nas i machnął ręką, żebyśmy ruszyły za nim. Nawet nie zdążyłyśmy odpowiedzieć, a on nagle zniknął między liśćmi! Spojrzałyśmy po sobie i ruszyłyśmy za nim w ekspresowym tempie, śmiejąc się, że jeśli chcemy znaleźć goryle, musimy najpierw dogonić własnego rangera. Wejście do lasu nastąpiło błyskawicznie. Jedną nogą stałyśmy jeszcze na drodze, a sekundę później weszliśmy do gęstej dżungli. Powietrze było ciężkie i wilgotne, pachniało ziemią, żywicą i roślinnością. Już po pierwszych minutach miałam liście we włosach, wilgotne krople na twarzy i rękawach i mokre spodnie od przeciskania się przez rośliny – dżungla otulała nas z każdej strony. Wszystko było tak intensywne i ekscytujące, że od pierwszych kroków czułam się jakbym nagle trafiła prosto do środka filmu przyrodniczego, tylko tym razem to ja byłam po drugiej stronie obiektywu.
W Nieprzeniknionym Lesie nie ma czegoś takiego jak „ścieżka”. Tam, gdzie w normalnym parku narodowym szedłbyś wygodnym szlakiem, tu po prostu nie istnieje żadna wydeptana droga. Grant nie podążał za trasą. On ją tworzył. Dosłownie! Szedł przodem, a my za nim, a kiedy roślinność była nie do przejścia, wyciągał maczetę i jednym, szybkim ruchem torował drogę. Czasem szliśmy kawałek w jedną stronę, po czym Grant zatrzymywał się, patrzył w gęstwinę, oceniał teren… i nagle zawracał. Cofanie się było normalne. To było niesamowite obserwować, jak działa intuicja kogoś, kto z tym lasem żyje na co dzień, jakby analizował go wszystkimi zmysłami naraz.
<ZDJĘCIE: 3 obok siebie poziomo:
nazwa:„1-las-bwindi-forest.JPG”, alt: 'tropienie goryli’,
nazwa:„bwindi-maczeta-trekking-z-gorylami.JPG”, alt: 'tropienie goryli maczeta’,
nazwa:„2-las-bwindi-forest.JPG”, alt: 'tropienie goryli’>
Teren zmieniał się z każdym krokiem. Raz przedzierałyśmy się przez paprocie po pas, raz przez gęste liany, chwilę później otwierała się większa przestrzeń i ukazywał się niesamowity widok między wysokimi drzewami, w których tańczyła poranna mgła. Zewsząd dochodziły odgłosy ptaków, owadów, trzask łamanych gałązek – dżungla żyła swoim rytmem.
Szłyśmy szybko, zaskakująco szybko. Grant utrzymywał równe tempo, a my starałyśmy się za nim nadążyć. Co jakiś czas zatrzymywał nas na krótkie przerwy. Dla nas moment, by napić się wody i złapać oddech, dla niego okazja, by skontaktować się z advanced team, zespołem zwiadowczym, który wyruszył o świcie, by szukać naszej rodziny goryli. Grant mówił świetnie po angielsku i podczas krótkich przerw lub trekkingu kiedy szlismy przez łatwiejsze odcinki opowiadał nam historie o Bwindi, życiu goryli oraz przeróżne ciekawostki. O hierarchii w grupie, o tym, jak matki potrafią ryzykować wszystko, by chronić młode, i o tym, że silverback (przywódca stada) może mieć nawet cztery partnerki, z którymi tworzy własną, małą społeczność.
<ZDJĘCIE: „2-bwindi-ranger-gorilla-trekking.JPG”, alt: 'tropienie goryli nasz ranger’>
Co jakiś czas Grant ostrzegał nas: „Ants! Move, move fast!”. Afrykańskie mrówki – maleńkie, ale diabelnie uciążliwe. Pojawiały się nagle na trasie. Gdy tylko Grant zauważał ich „linie marszu”, dawał nam znak, żeby przejść jak najszybciej, zanim zaczną się po nas wspinać. A i tak kilka z nich zawsze znalazło sposób, żeby wejść w najbardziej niepożądane miejsca.
Po kilku godzinach marszu tempo trochę spadło. Pierwsza ekscytacja zaczynała ustępować zmęczeniu, a w głowie pojawiało się pytanie: „ile jeszcze?”. I właśnie wtedy Grant odebrał telefon i krzyknął: „Advanced team found fresh tracks!”. Advanced team odnalazł świeże ślady goryli! Spojrzałyśmy po sobie i nagle całe zmęczenie zniknęło. Ruszyłyśmy szybciej. Roślinność gęstniała, trzeba było dosłownie przeciskać się między gałęziami, a przy stromych zejściach łapać się czegokolwiek, co rosło pod ręką, żeby nie zsunąć się w dół. Przez chwilę naprawdę żałowałam, że nie mam rękawiczek, tak jak jedna z moich przyjaciółek, ale jakoś się udało. Nic mnie nie ukuło, nikt się nie przewrócił… no dobra, raz się poślizgnęłam i elegancko zjechałam na tyłku. Adrenalina trzymała nas tak mocno, że i tak szłyśmy dalej z uśmiechem.
Po chwili dołączyliśmy do advanced team – trzech rangerów, którzy wyglądali jakby byli częścią tego lasu. Pokazali nam świeże ślady goryli: połamane gałęzie, liście jeszcze wilgotne od deszczu i charakterystycznie przygniecioną trawę, po której rodzina musiała przejść dosłownie chwilę wcześniej. To było surrealistyczne – po pięciu godzinach marszu widzieć dowód, że naprawdę jesteśmy blisko.
Spotkanie z rodziną goryli
I wtedy to się stało. Po pięciu godzinach trekkingu w gęstej dżungli odnalazłyśmy naszą rodzinę goryli! Grant dał znak – cisza, maseczki na twarz. I nagle, wśród zieleni, zobaczyłyśmy je….
<ZDJĘCIE: dwa obok siebie: nazwa: '1-juvenile-gorilla-goryl-gorski-mlody-uganda.JPG’, alt: 'Młody goryl górsk’,
nazwa: '2-juvenile-gorilla-goryl-gorski-mlody-uganda’, alt: 'Młody goryl górski’, >
Gdy stanęliśmy kilka metrów od nich, na moment zabrakło nam słów. Najpierw zobaczyłyśmy młodego goryla. Miał ponad 2 lata. Bawił się przy krzakach, wspinał na niskie drzewa i turlał w liściach jak dziecko. Niedaleko siedział silverback – ogromny, majestatyczny, z siwym pasem na plecach, który pojawia się z wiekiem u samców. Udawał, że nas nie zauważa, ale było jasne, że kontroluje absolutnie wszystko. Spokojny, opanowany, ale gotowy zareagować w każdej chwili.
<ZDJĘCIE: dwa obok siebie: nazwa: '1-silverback-goryl-gorski-uganda.JPG’, alt: 'silverback glowa stada goryli’,
nazwa: '2-silverback-goryl-gorski-uganda.JPG’, alt: 'silverback goryl gowski’, >
Łącznie widzieliśmy dziewięć goryli, w tym malucha, jego matkę, imponującego silverbacka oraz kilku samców. Były rozsiane w niewielkiej przestrzeni, jak rodzina, która właśnie usiadła na pikniku. Momentami dzieliły nas tylko 2 metry od goryli. Goryle prawie nie zwracały na nas uwagi, jakbyśmy byli tylko częścią lasu. Żyły swoim rytmem, żuły liście, przeciągały się leniwie, raz po raz zmieniały miejsce, przenosząc się kilka metrów dalej. My za to stałyśmy w absolutnym skupieniu, z poczuciem, że jesteśmy gośćmi w ich świecie. Obserwowałyśmy każdy gest, spojrzenie, ruch ręki wyrywającej kolejną gałąź. Starałyśmy się chłonąć każdą sekundę, idąc za nimi przez dżunglę tak cicho i ostrożnie, by nie zaburzyć ich codziennego rytmu dnia. Byłyśmy świadkami scen z ich codziennego życia.
<ZDJĘCIE: wpleść w tekst z lewej, nazwa: 'mountain-gorilla-eating-goryl-je-liscie’, alt: 'Goryl jedzący liście’>
Trafiłyśmy w najlepszy możliwy moment, goryle właśnie zatrzymały się na jedzenie. Siedziały i żuły liście z zaskakującą precyzją i spokojem. Czasem podnosiły wzrok i w tych oczach było coś bardzo… ludzkiego. Nic dziwnego mamy ponad 98% wspólnego DNA. W ich spojrzeniach widziałam spokój i mądrość. W pewnej chwili młody, zmęczony zabawą, podszedł do swojej mamy. To, co działo się potem, nie da się opisać słowami. Matka przyciągnęła go do siebie, ułożyła jak niemowlaka i zaczęła karmić. Ogromne, czarne zwierzę z oczami pełnymi łagodności, trzymające delikatnie malucha, z czułością tak ludzką, że wszystkie się wzruszyłyśmy. Czysta miłość. Czysty instynkt. Czysta natura.
<ZDJĘCIE: dwa obok siebie: nazwa: '1-karmienie-goryla-bwindi.JPG’, alt: 'karmienie goryla’
nazwa: '2-karmienie-goryla-bwindi.JPG’, alt: 'młody goryl karmiony przez matkę’>
W pewnym momencie silverback przechodził bliżej niż się spodziewałyśmy. Przeszedł tuż obok, niemal muskając moją nogawkę. Serce mi zamarło. Grant tylko uśmiechnął się i szepnął: „Nie ruszaj się. Daj mu przejść„. To był ułamek sekundy, który zostanie ze mną na całe życie.
Goryle mają też jeden szczegół, o którym mało kto mówi – pachną. Mocno, intensywnie, słodko-ziemiście. To naturalny zapach ich futra, potu i roślin, którymi się żywią. Ja z odległości kilku metrów go nie czułam, ale dlaczego w ogóle o tym piszę? Bo ten zapach przyciąga owady. Wokół nich krążyło mnóstwo much. Momentami aż utrudniały nagrywanie, bo autofocus łapał… owady zamiast goryla. To nie jest wypolerowane safari z folderu, tylko prawdziwa dżungla ze wszystkimi jej dodatkami. I właśnie dlatego to doświadczenie jest tak autentyczne.
<ZDJĘCIE: z lewej strony pomiedzy tekstem, nazwa: 'goryl-gorski-muchy-mountain-gorilla-flies.JPG’, alt: 'Goryl górski muchy’, podpis: ’Jedyne zdjęcie goryla, na którym celowo nie usunęłam much.’>
Mimo że oficjalnie ma się godzinę, my dostałyśmy trochę więcej. Rodzina była spokojna, nigdzie się nie spieszyła, a rangerzy widzieli dokładnie to, czego same nie potrafiłybyśmy ukryć – nasze pełne zachwytu spojrzenia. Za każdym razem, gdy któryś z nich delikatnie robił gest „powoli kończymy”, my stałyśmy tam jak zaczarowane, z błagalnym spojrzeniem aby poczekać jeszcze chwilę. Muszę przyznać, że patrzenie na nie było uzależniające – im dłużej tam stałyśmy, tym bardziej chciałyśmy zostać. Goryle jadły, przeciągały się, przemieszczały o kilka metrów, a każda ich zwykła czynność była dla nas czymś absolutnie niezwykłym. Rangerzy tylko wymienili między sobą spojrzenia, uśmiechnęli się pod nosem i… pozwolili nam chłonąć tę chwilę trochę dłużej.
<ZDJĘCIE: z prawej strony tekstu nazwa: '2-bwindi-trekking-z-gorylami-przyjaciolki.jpeg’, alt: 'tropienie goryli w maseczkach’>
Ta godzina przy nich minęła jak kilka minut. Chciałoby się zatrzymać czas. Ale gdy słońce zaczęło schodzić niżej, rangerzy dali znak – pora się pożegnać. Powoli, w ciszy, zaczęliśmy się oddalać. I właśnie wtedy, gdzieś za nami, usłyszałyśmy głośne uderzenie w pierś – charakterystyczny dźwięk silverbacka. To jego sposób na oznaczenie terytorium oraz gest siły i dominacji. Nie widziałyśmy go, ale dźwięk niósł się daleko, głęboki i rytmiczny jak echo serca lasu.
Bitukura – nasza rodzina goryli
Rodzina Bitukura to jedna z najbardziej znanych grup goryli w całym Bwindi. Została zhabitualizowana w 2007 roku i udostępniona turystycznie od 2008 r. To wyjątkowa historia, bo proces habituacji, który zwykle trwa blisko dwa lata, w ich przypadku zakończył się w zaledwie 15 miesięcy. To bardzo rzadkie. Początkowo rodzina liczyła aż 24 osobniki. Z biegiem lat, po naturalnych roszadach, odejściach i konfliktach między samcami, ich liczba ustabilizowała się na ok. 14 gorylach. Wśród nich są aż cztery silverbacki (srebrnogrzbiete samce), co czyni tę rodzinę wyjątkowo interesującą pod względem dynamiki i hierarchii. Silverbacki choć wyglądają groźnie, często żyją w pokojowej koegzystencji, jeśli system społeczny grupy na to pozwala. Widzieliśmy młode, dwa maluchy, samicę karmiącą, kilku dorosłych samców… i oczywiście imponującego lidera grupy. To była mieszanka osobowości i charakterów. Dokładnie tak, jak w każdej ludzkiej rodzinie.
<ZDJĘCIE: z prawej strony tekstu nazwa: 'dzungla-goryl-bwindi-trekking-z-gorylami.jpeg’, alt: 'tropienie goryli’>
Typowy dzień Goryla górskiego
Goryle żyją jak bardzo dobrze zorganizowana społeczność. Każdy ich dzień ma swoją rutynę. Uganda leży na równiku, więc dzień jest tu niemal zawsze tej samej długości – około 12 godzin jasności i 12 godzin ciemności. Słońce wstaje o 6:00 i znika za horyzontem około 19:00, nadając rytm całemu życiu w dżungli.
Dzień zaczyna się wcześnie, więc i goryle zaczynają wcześnie. Pierwsze godziny to jedzenie. Dużo, powoli, spokojnie. Jedzą przez kilka godzin, przeżuwając liście z taką cierpliwością, że człowiek zaczyna zazdrościć im tego zen. Następnie każdy goryl ucina sobie drzemkę w okolicach lunchu.
<ZDJĘCIE: z lewej strony tekstu nazwa: 'mlody-goryl-bwindi-trekking-z-gorylami.jpeg’, alt: 'tropienie goryli’>
Młode goryle uczą się świata dokładnie tak jak ludzkie dzieci – przez zabawę. Przepychają się, turlają po liściach, ćwiczą wspinanie i naśladują dorosłych. Zdarza się, że młody samiec próbuje „po dorosłemu” uderzyć się pięściami w klatkę piersiową, choć brzmi to prawie bez dźwięku porównując donośny dźwięk silverbacka. To właśnie podczas takich zabaw młode uczą się zasad w grupie, budują relacje, testują granice i rozwijają mięśnie potrzebne w dorosłym życiu. Obserwowanie ich to jak podglądanie przedszkola w sercu dżungli – pełne energii, chaosu i totalnej słodyczy.
Goryle codziennie przemieszczają się dalej, żeby znaleźć świeże jedzenie. Każdego wieczoru budują nowe gniazda z liści i gałęzi. Nigdy nie śpią w tym samym miejscu. Kiedy słońce zachodzi i cała rodzina szykuje się do spania.
To, co nas zaskoczyło, to fakt, jak bardzo ich codzienność przypomina ludzką: jest praca (szukanie pożywienia), są przerwy, jest opieka nad dziećmi, są momenty zabawy i interakcji społecznych.
Życie w grupie
Goryle górskie żyją w rodzinach, które działają jak małe społeczności – stabilne, zorganizowane i pełne bardzo wyraźnych więzi. Typowa grupa liczy około 10 osobników, choć zdarzają się zarówno kilkuosobowe rodziny, jak i potężne klany liczące ponad 30 goryli. W centrum wszystkiego stoi silverback, dojrzały samiec-przywódca, który odpowiada za bezpieczeństwo całej grupy i podejmuje większość decyzji: gdzie spać, gdzie iść, kiedy odpocząć.
Samce stają się dojrzałe około 15. roku życia, samice między 10. a 12. Goryle nie mają jednego sezonu godowego, dlatego młode rodzą się przez cały rok. Samica może mieć 4-6 dzieci przez całe życie, a odstęp między młodymi wynosi zwykle 2-3 lata. Silverback często tworzy coś na kształt „mini-haremu”: kilka samic, z którymi łączą go bardzo stabilne, długoletnie relacje. Brzmi brutalnie, ale w praktyce większość dnia tej „bestii” to opieka, czujność i zaskakująca troska.
<ZDJĘCIE: wpkeśc w tekst z prawejnazwa: 'goryl-las-bwindi-forest’, alt: 'Rodzina Bitukura Family’>
W pewnym momencie młody samiec – zwykle około 11. roku życia – opuszcza grupę. Zdarza się to również u samic, choć rzadziej. To naturalny etap: młody samiec może próbować utworzyć własną rodzinę albo dołączyć do innej grupy, jeśli zostanie zaakceptowany. Ten moment jest jednym z najbardziej niebezpiecznych w życiu goryli. Spotkanie dwóch silverbacków często kończy się walką na śmierć i życie. To nie jest „pokaz siły”. To walka o przyszłość grupy.
Goryle mają własny język – ryki, chrząknięcia, pomruki, pisk młodych, a także słynne uderzenia w pierś, które mogą oznaczać zarówno pokaz siły, jak i… zwykłe pobudzenie. Naukowcy opisali już ponad 25 różnych dźwięków, które pomagają im dogadywać się w gęstwinie dżungli.
Życie w grupie goryli działa, bo każdy zna swoje miejsce. To społeczność oparta na spokoju, uważności i więziach. I właśnie to sprawia, że spotkanie z nimi nie przypomina obserwacji „dzikich zwierząt”, tylko podglądanie absolutnie wyjątkowej, cichej, ale głęboko poruszającej rodzinnej codzienności.
Najtrudniejsza prawda o gorylach – to, o czym rzadko się mówi
Jest jednak element ich życia, który bywa dla ludzi szokujący. Nowy silverback, obejmując władzę w grupie, czasem zabija niemowlęta urodzone przez samice pod opieką poprzedniego przywódcy.
Brzmi brutalnie. I takie właśnie jest. Ale to nie „okrucieństwo” tylko mechanizm, który istnieje w przyrodzie u kilku gatunków naczelnych. Samica, tracąc młode, dużo szybciej ponownie staje się płodna i może urodzić dziecko już nowemu przywódcy, przekazując dalej jego geny. W naturze wszystko podlega biologii i przetrwaniu. Ten proces, trudny emocjonalnie dla człowieka, jest naturalnym elementem gorylej dynamiki.
<ZDJĘCIE: wpkeśc w tekst z lewej nazwa: 'silverback-las-bwindi-forest’, alt: 'Rodzina Bitukura Family’>
To właśnie dlatego walki silverbacków potrafią być niezwykle zacięte – stawką jest nie tylko dominacja, ale i przyszłość genetyczna całej grupy. Gdy dwóch samców spotyka się na granicy swoich terytoriów, ich starcia bywają dramatyczne i kończą się ciężkimi obrażeniami. Czasem trzeba interwencji rangerów, gdy walka przenosi się zbyt blisko ludzkich tras.
Nie ma określonego okresu godowego, ponieważ dzieci rodzą się przez cały rok. Samce rozpoczynają rozmnażanie w wieku około 15 lat, a samice w wieku od 10 do 12 lat. Samice mogą rodzić co 2-3 lata, wydając na świat 4-6 potomstwa przez całe życie. Samce opuszczają grupę w wieku około 11 lat, podczas gdy nieco ponad połowa samic opuszcza grupę.
Jak zachowują się goryle w obecności ludzi?
Rodzina, którą odwiedziliśmy, przeszła pełny proces habituacji (stopniowego przyzwyczajania do obecności ludzi). To dlatego zachowywali się przy nas spokojnie, naturalnie i bez cienia stresu. Wyglądało to tak, jakbyśmy po prostu byli częścią krajobrazu. Młode goryle są z natury odważniejsze i bardziej skore do zabawy.
<ZDJĘCIE: x 2 poziomo w jednej linii nazwa: '1-goryl-gorski-samica-mountain-gorilla.JPG’, alt: 'Goryl górski’,
nazwa: '2-goryl-gorski-samica-mountain-gorilla.JPG’, alt: 'Goryl górski samica’>
Warto jednak wiedzieć, że zupełnie inaczej wygląda to w przypadku grup w trakcie habituacji. To rodziny, które dopiero oswajają się z człowiekiem, nigdy wcześniej nie były odwiedzane przez turystów, więc ich zachowanie bywa znacznie bardziej czujne i intensywne. Mogą nas obserwować z większą uwagą, podchodzić bliżej z ciekawością albo reagować bardziej emocjonalnie – nie agresją, tylko po prostu większą uważnością. To nadal bezpieczne (rangerzy nigdy nie zabiorą Cię do grupy, która nie nadaje się do odwiedzin) i część osób uzna to za bardziej ekscytujące, ale takie spotkania są też mniej przewidywalne.
Podczas godzinnej obserwacji widzisz całą gamę zachowań, które gdyby nie sceneria mogłyby wydarzyć się na placu zabaw albo w dużej rodzinie. Silverback potrafi zrobić krótki pokaz dominacji (uderzenie w pierś, tupnięcie), samice pielęgnują maluchy z niesamowitą cierpliwością, a juniorzy skaczą po lianach, dokuczają sobie i bawią jak na placu zabaw. To jeden z tych momentów, kiedy rozumiesz, że granica między „człowiekiem” a „zwierzęciem” jest dużo cieńsza, niż chcielibyśmy wierzyć.
Czy Goryle górskie są niebezpieczne?
To pytanie zadaje sobie prawie każdy przed trekkingiem i słusznie. Goryle górskie są ogromne, niezwykle silne – nawet 10 razy silniejsze od człowieka i ich priorytetem jest ochrona grupy. A jednocześnie… są jednymi z najbardziej łagodnych naczelnych na planecie.
Rodziny, które odwiedzają turyści w Ugandzie, przeszły pełny proces habituacji czyli ponad dwuletnie, stopniowe przyzwyczajanie do spokojnej obecności ludzi. Dzięki temu reagują na nas jak na element krajobrazu, nie zagrożenie. Są nieśmiałe, zrównoważone i wyjątkowo spokojne, o ile przestrzegamy zasad. Czy jednak mogą być niebezpieczne? Tak, jeśli czują się zagrożone albo jeśli ktoś zachowa się nierozsądnie. Silverback potrafi walczyć na śmierć i życie z innym samcem, kiedy broni swojej rodziny. Ale wobec ludzi zachowuje spokój pod warunkiem, że my robimy to samo. Rangerzy powtarzają najważniejszą zasadę: jeśli goryl podejdzie w twoim kierunku – stój nieruchomo. Bez wyciągania rąk, bez cofania się, bez paniki. Po chwili widzi, że nie stanowisz zagrożenia i odchodzi. Nam taka sytuacja się nie przydarzyła, ale wiele osób opowiada, że młody goryl potrafi przejść tuż obok, dotknąć. To ciekawość, nie agresja.
<ZDJĘCIE: wpleść w tekst z lewej nazwa: 'bitukura-silverback-gorilla-las-bwindi-forest’, alt: 'Rodzina Bitukura Family’>
Dian Fossey była jedną z najsłynniejszych badaczek goryli górskich – ikoną ochrony przyrody, która przez kilkanaście lat prowadziła pionierskie obserwacje w Rwandzie. To dzięki jej pracy świat dowiedział się, jak inteligentne, delikatne i zagrożone są te zwierzęta. Co ciekawe, Fossey była przeciwna turystyce gorylowej. Obawiała się, że kontakt z ludźmi zaszkodzi dzikim rodzinom. Paradoks polega na tym, że dziś właśnie dochód z permitów finansuje ochronę goryli, patrole antykłusownicze i projekty wspierające lokalne społeczności. Dzięki temu populacja nie tylko przestała spadać, ale w ostatnich latach zaczęła powoli rosnąć. To właśnie dochód z permitów pozwolił ochronić goryle. Paradoksalnie kontrolowana turystyka sprawiła, że populacja zaczęła rosnąć, zamiast spadać.
Goryle są drapieżnikami – nie jedzą mięsa. Jeśli respektujesz zasady: dystans, maseczka, cisza, to jesteś w pełni bezpieczny. To spotkanie z dziką naturą, ale z naturą, która chce pokoju, nie konfliktu.
Pożegnanie goryli – powrót z dżungli
Droga powrotna była spokojniejsza. Szłyśmy wolniej, wciąż w milczeniu, jakby każda z nas próbowała zatrzymać w głowie każdy szczegół tego spotkania. W naszym przypadku trekking trwał tak długo i zaszłyśmy tak głęboko w teren, że nie było sensu cofać się tylu kilometrów tym samym szlakiem. Zamiast tego ranger poprowadził nas inną ścieżką.Kiedy w końcu wyszłyśmy z lasu w zupełnie innym miejscu, czekała nas niespodzianka – lokalni chłopacy ze skuterami. Po tylu godzinach w dżungli nagle siedzisz na tylnym siedzeniu pędzącego skutera, wiatr leci ci po twarzy, a ty patrzysz na zielone wzgórza, bananowce, małe domy z czerwonej cegły, dzieciaki wybiegające na drogę i machające do ciebie z takim entuzjazmem, że machasz im z powrotem jak w jakimś filmie przygodowym z lat 90. Czujesz, że naprawdę przeżyłaś coś, czego nie da się porównać z niczym innym. Ludzie się cieszą, pokazują cię sobie, bo dla wielu osób tam biały turysta to wciąż rzadkość. To było totalnie poza planem i szczerze – absolutna wisienka na torcie.
<ZDJĘCIE: nazwa: 'nieprzenikniony-las-bwindi-tropienie-goryli.JPEG’ , alt: 'Tropienie goryli w dżungli’>
Podsumowanie
Na zakończenie czeka miły finał – po powrocie każdy uczestnik dostaje dyplom ukończenia trekkingu przewodnik uściskiem dłoni gratuluje ukończonej wyprawy. To drobny gest, ale wyjątkowa pamiątka. Mój dyplom już wisi na ścianie i za każdym razem przywołuje zapach dżungli, brzmienie jej odgłosów i spojrzenia goryli.
<TODO DYPLOM ZDJĘCIE>
To nie jest krótki spacer i selfie z gorylem. To cały dzień, który wciąga cię od pierwszej minuty – intensywny, emocjonalny, fizyczny i piękny. Od świtu do zmierzchu. Prawdziwa przygoda, którą pamięta się całe życie. Fotografowanie goryli to doświadczenie absolutnie wyjątkowe. Jeśli choć trochę ciągnie cię do dzikiej natury i zwierząt, to jest to coś, czego naprawdę warto spróbować. To nie tylko zdjęcia. To możliwość bycia tak blisko dzikiego świata, że aparat staje się tylko narzędziem, a cała reszta dzieje się w sercu.
Trekking z gorylami to spotkanie z dziką przyrodą w najczystszej formie, które zostaje w sercu na zawsze. Warto to przeżyć świadomie: z maseczką, dystansem, bez pośpiechu i z uważnością na to, co dzieje się w lesie. Dżungla uczy pokory, a godzina z gorylami potrafi zmienić sposób, w jaki patrzysz na dziką przyrodę. To jeden z tych dni, które po prostu zostają z tobą w głowie i w sercu.
——
Jeśli marzysz o podobnej przygodzie – mogę pomóc Ci zaplanować tropienie goryli w Bwindi oraz zorganizować cały wyjazd do Ugandy z pełnym planem, najlepszymi miejscami, noclegami i niezapomnianym safari. Masz pytania?